Niczego dobrego po zamknięciu w Stanach oraz Japonii nie spodziewałem się. O dziwo jednak indeksy, pomimo nieciekawych wiadomości gospodarczych pięły się do góry w piątek.
Piękne otwarcie, stałe, dobre kursy aż do godz. 12.00. Po południu popyt osłabł i WIG20 znalazł się pod kreską, aby znowu odbić do góry po 15.00 i dojść do maksymalnych poziomów dnia. Ostatecznie 1908 pkt. mWIG ledwo nad zamknięciem z poprzedniego dnia, troszkę lepiej sWIG (0.7).

Poza otwarciem (niespodziewanym dla mnie), dalszy przebieg dzisiejszej sesji zdołałem przewidzieć aż do końca. Liczyłem na większe osłabienie indeksów (na ok. -1,5) i chciałem coś dokupić. Ale nie udało się. Trzeba było kupować na początku sesji, rano.
Nic to. Kupię w poniedziałek jeśli USA trochę zleci, na co się na razie nie zanosi (+1,5 dla S&P500 na godz. 21.30 naszego czasu). Gotówka parzy w ręce, trudno ją utrzymać w ryzach, czy na koncie.
Pozdrowienia dla drobnych ciułaczy. Teraz weekend, odpoczynek, a w poniedziałek znów do boju!


